ODMÓŻDŻENIE BO JESIEŃ

Witam w listopadzie!

Nie mam weny, ogólnie nie mam absolutnie żadnych chęci do pisania tutaj czegokolwiek w listopadzie, ale jako, że wpisy się muszą zgadzać, to wrzucam wam dziś fajną i pozytywną nutę na te jesienne depresyjne i krótkie wieczory! Nawet jeśli ktoś nie lubi rapu (bo ja ogólnie nie przepadam), ale wpada w ucho, szczególnie refren!

Fajny projekt L.U.C’a :D

Policjantki i Policjanci

No cześć w październiku!

Chyba jestem uparta, bo nikt tego nie czyta, a ja nadal piszę.

Dzisiaj o serialu, który moim zdaniem…no właśnie…co moim zdaniem. Czy można powiedzieć, że jest dobry? Pewnie nie. Jak zwykle brakuje nam sporo do produkcji zagranicznych, które na pewno są o wiele lepsze. Czy można powiedzieć, że jest od czegoś lepszy? O tak! Zdecydowanie lepszy od 50% seriali obecnie produkowanych przez polskie stacje. NIESTETY.

Co mamy?

Grupa policjantów i innych pracowników KMP we Wrocławiu. Zostaje przedstawiona ich praca, sprawy, jakie rozwiązują i trochę wątków prywatnych, wiadomo, żeby było ciekawiej. No to przedstawmy:

Obecnie mamy 2 patrole stałe (które nie są już takie stałe, bo trochę namieszano w aktualnym sezonie). Poza nimi jest komendant, dyżurny i inni tacy, którymi się nie będę zajmowała.

- starszy aspirant Mikołaj Białach – „ten łysy”, facet który uważany jest na komendzie za jednego z najlepszych glin, zbudowany tak i wyglądający tak, że przeciętny złodziej w sumie może się wystraszyć…chyba…nie wiem…no matter. W patrolu obecnie jest z Karoliną i w sumie całkiem spoko się dogadują. Ma 2 córki, jedna jest jakaś taka popieprzona i to jest dość lekkie określenie, zażywała narkotyki, wygląda ogólnie jak ćpun, było z nią sporo problemów, które z resztą sama stwarzała. O drugiej córce niewiele wiadomo, tyle tylko, że jest młodsza i o wiele grzeczniejsza.

- aspirant sztabowy Karolina Rachwał – taka jakaś przyszła do patrolu, w sumie nie wiadomo, po co, bo większość widzów uważa, że Olka powinna zostać z Mikołajem w patrolu, ale w sumie jest Karolina, No jest to jest, nie drążę tematu. Moim zdaniem jest taka jakaś bardziej wyrazista, niż Ola, która zawsze ma tylko problemy i ogólnie sprawia wrażenie jakiejś takiej zmęczonej życiem. Karolina jest dowódcą patrolu, co Mikołajowi średnio pasuje. Nie wiadomo za wiele bo jest nowa, to i ja ideologii dorabiać nie będę. Dla mnie babka na plus.

- sierżant Krzysztof Zapała - zdecydowanie najlepszy, wystarczy obejrzeć wpadki ;D A tak serio, chłopak z domu dziecka, miły, uczynny, sprawiedliwy, bezkonfliktowy, no właściwie same pozytywy. Ma syna Tośka, którego wychowuje samotnie, a dlaczego, to już cała historia wyjaśniona została w serialu. Obecnie czeka na dziecko ze swoją partnerką, którą uwielbiam najbardziej z całego serialu :D

- sierżant Aleksandra Wysocka – Olka…taa…od samego początku w serialu, ogólnie nie mam nic do laski, ale taka jakaś rozmemłana jest. Nie wiem, jak to inaczej określić. Zrozumiałe, że może być wypruta z sił do życia przez swoje problemy rodzinne ale no HALO, KTOŚ PISZE SCENARIUSZ TAK? Moim zdaniem powinni lasce wreszcie coś pozytywnego dać do zagrania. Olka miała 4944849 partnerów i każdy okazywał się ch**em i miała też 39039834 innych problemów z pracą i poza pracą. Poza tym jest zazdrosna o każdą nową babkę na komendzie. Olę powinni…ogarnąć, po prostu, Ogarnąć życiowo.

-posterunkowy Mieszko Pawlak – fajny ziomek, taki pozytywny chłopak, zawsze miły i uśmiechnięty, jest wolontariuszem w jakimś dziecięcym szpitalu bodajże. Początkowo trochę wyśmiewany przez resztę komendy, ale po czasie każdy go zaakceptował i w sumie polubił, bo chłopaka nie da się nie lubić.

-dyżurny Jacek Nowak - śmieszek że szok :D Zawsze pomocny, przekazuje informacje z żarcikiem typowym dla Jacka. Były Olki, ale kto nie jest w sumie… :P Często kryje swoich ziomków przed szefostwem. Bohater literacki na plus :P  (Tak, czuję się, jakbym rozprawkę pisała).

- komendant młodsza inspektor Renata Jaskowska – na początku suka, jakich mało, teraz się sporo ogarnęła i w sumie da się ją lubić. Od początku kochała Krzyśka i zawsze waliła komplementami, co go żenowało na maxa. I wszystkich innych na odprawie też. Przejęła stanowisko po Wysockim. Stara się pomagać podwładnym, wspierać ich i kryć kiedy trzeba.

INNI (czyli ci, którzy obecnie nie grają, albo pojawiają się sporadycznie)

-komendant nadinspektor Wojciech Wysocki – tata Olki. Był komendantem, który był niezadowolony z faktu, że jego córka pracuje na komendzie i że w ogóle jest policjantką, ale jakoś się z tym pogodził. Był,słowem, zajebistym komendantem. Zawsze miły, pomocny, no szef idealny. I opieprzyć też potrafił, jeśli trzeba było. „Popełnił samobójstwo”, jednak Ola odnalazła sprawców tej tragedii.

- sierżant sztabowy Monika Kownacka – Monia początkowo pracowała z Krzyśkiem w patrolu, ale postanowiła zaadoptować niepełnosprawnego chłopca. Co przeszkadza jedno drugiemu? A mianowicie wyjechała z młodym na operację do Austrii i na komendzie jej brak od dawna. Ostatnio pojawiła się w odcinku 210 bodajże, żeby odwiedzić starych znajomych i z tego co mówiła, nie wraca do służby.

- starszy sierżant Emilia Drawska – Drawska to w sumie moja ulubiona postać z całego serialu. Tak pozytywna, że aż się chce oglądać. Po wyjeździe Moni była w patrolu z Krzyśkiem, ale później stwierdziła, że lepiej być z nim w ciąży niż w patrolu :P Teraz serio: aktorka była w ciąży i trzeba było coś sensownego z nią zrobić. Więc zrobili z nich parę. I super parą są powiadam! Szkoda tylko, że Emilka nie jeździ póki co w patrolu, bo babeczka na zastępstwie…a o niej już teraz!

- sierżant Alicja Morawska – babeczka na zastępstwie!! A może i dobrze, ze tylko na zastępstwie? Ogółem nie mogę powiedzieć, że jej nie lubię, bo nic takiego nie zrobiła, żeby jej nie lubić. Ale taka sztywna jakaś jest. I ma okropnie drażniący głos :/ Jednak trzeba jej przyznać plusa za to, że mówi to co myśli i to jest akurat spoko. Z Krzyśkiem też się lubią i nie ma ona jakichś problemów wielkich, też ich nie stwarza więc o nic grubszego nie można się przyczepić :D

-jakiś chujowy psycholog – no co? nawet mi się sprawdzać nie chce, kto to itd. bo gość jest tak irytującą postacią, że nie mam zamiaru tracić na niego mojego czasu. DRAŻNI I WKU…RZA. Co można rzec? Namiesza, namiesza i to pewnie sporo, zobaczymy. Na razie jest chujowy.

Tyle :D To nie są jakieś notki biograficzne tych postaci, tylko i wyłącznie moja subiektywna opinia :D

Dlaczego zaczęłam to oglądać (i jeszcze nie skończyłam)?

Kiedyś po prostu trafiłam na jakiś spoko odcinek, dość śmieszny i dość dobrze zagrany, a że lubię takie klimaty policyjno-kryminalno-detektywistyczne, to zostałam…stałym widzem. Może serial nie jest najwyższych lotów, ale czy tylko takie trzeba oglądać? Ja po całym dniu w szkole chcę po prostu odpocząć i uśmiechnąć się, a nie wkręcać mózg w jakieś zawiłości dobrze zrobionych amerykańskich produkcji na wysokim poziomie. Takie rzeczy zostawiam na dni wolne :D

Tyle ode mnie, może kiedyś obejrzycie, może nie, ja wam tylko nakreśliłam sytuację w serialu :D Jednak na „odmóżdżenie” polecam ;D

Do następnego!

Casual

Witam w sierpniu!

Ostatnio dość średnio idzie mi pisanie bloga, a to głównie z powodu braku nowości medialnych. Oczywiście, że mogłabym odkopać coś starego albo obejrzeć jakiś film dla samej recenzji czy tez wrzucić randomową piosenkę, której aktualnie słucham, ale po co i za ile? No właśnie, moje lenistwo jest nie do ogarnięcia. Niemniej jednak staram się wrzucić coś przynajmniej raz w miesiącu i nawet mi to wychodzi, ale przecież no kto to czyta? Nie oszukujmy się :D Ale do rzeczy.

Casual zaczęłam oglądać, jak to ja, z NUDÓW. W sumie włączyłam i myślę „no dobra, zobaczymy, nie jest długie, najwyżej zaraz wyłączę”. Nie wyłączyłam. W zasadzie nawet mi się spodobało. Tyle tytułem wstępu.

Mamy (nie)typową amerykańską rodzinkę. Jest Alex, główny bohater, założyciel czy też współzałożyciel portalu randkowego Snooger. Jest jego siostra Valerie, terapeutka, która właśnie się rozwiodła z mężem. Jest córka Valerie, Laura, typowa amerykańska 16-latka, która robi to, co typowi polscy gimnazjaliści (a przynajmniej tak się o nich mówi).

Wszyscy troje mieszkają w jednym domu, domu Alexa i żyją swoim życiem i mają przeróżne, czasem dość komiczne przygody. 

Tutaj nie ma się co rozpisywać, po prostu lekka komedia na rozluźnienie i odstresowanie. Żadnych tajemnic, mistyfikacji, morderstw czy zagadek do rozwiązania. Wydawać by się mogło, że to kompletnie nie moje klimaty, dlatego dziwi też fakt, że mi się podoba. Sama nie wiem, dlaczego, Czasem po prostu trzeba czegoś lekkiego, łatwego i przyjemnego, żeby się „odmóżdżyć”. Dlatego wszystkim chcącym się „odmóżdżyć” polecam ;)

Obecność 2

Witam w czerwcu!

Nie lubię horrorów. To tak na wstępie :P

„Obecność 2″ obejrzałam wczoraj na maratonie i…jestem mega zadowolona.
Naprawdę nie lubię horrorów, nudzą mnie swoją przewidywalnością i brakiem jakiegokolwiek przekazu. Tak jest w większości. Na szczęście filmy Jamesa Wana są w mniejszości i można doszukać się w nich jakiegoś głębszego sensu.

„Obecność” jak pewnie wiecie, opowiada o zmaganiach znanej dwójki, Eda i Lorraine Warrenów ze zjawiskami paranormalnymi. On jest demonologiem, ona medium. Razem pomagają przeróżnym ludziom w zwalczeniu sił nieczystych i powrocie do normalnego, spokojnego życia.
W zjawiska paranormalne można wierzyć lub nie, ale trzeba przyznać, że sceny z filmu nadzwyczaj efektywnie oddają to, co, jak twierdzą Warrenowie i sami zainteresowani, działo się w XX wieku na terenach Ameryki czy Anglii. Dodatkowo zdjęcia oraz notatki na końcu filmu potęgują uczucie, że chyba jednak faktycznie tak było.

Pierwsza część „Obecności”, która notabene również była na maratonie, opowiada o losach rodziny z farmy w Harrisville, gdzie rodzina Perronów zmaga się z siłami nieczystymi, które zamieszkują ich dom.
Ale dziś nie o tym.
„Obecność 2″ to osobna historia, historia samotnej matki wychowującej czworo dzieci w londyńskim Enfield. Kiedy w domu zaczynają dziać się dziwne rzeczy, Warrenowie zostają wysłani do Wielkiej Brytanii w celu „obczajenia, co i jak”. Mieli się nie angażować, Lorraine chciała odpocząć, miała dość. Mieli tylko poinformować kościół o prawdziwości zdarzeń lub ewentualnej mistyfikacji. Nie do końca udało się im zrobić wszystko zgodnie z planem, jednak można powiedzieć, że horror kończy się tak, jak oczekuje tego prawdopodobnie większość widzów.
Na końcu mamy rozgrywający się dramat, który stawia parę „egzorcystów” w niemałym niebezpieczeństwie.

Film zrobiony jest w taki sposób, że oglądając sceny finałowe miałam wrażenie, że jestem tam z nimi i również zależy mi na tym, na czym im zależało. Gra aktorska jest niesamowita (kocham Patricka i Verę), a scenografia po prostu urzekająca. Brytyjskie uliczki lat siedemdziesiątych tworzą niepowtarzalny klimat.
Kolejną rzeczą, która naprawdę mi się spodobała, było ukazanie wzajemnych relacji Warrenów.

Ogólnie film, jak z resztą można zauważyć, oceniam na plus, bardzo duży plus. I polecam nawet tym, którzy nie gustują w tym gatunku, bo film jest naprawdę dobrze zrobiony. Przy okazji możemy dowiedzieć się bardzo ciekawych faktów oraz przetestować naszą wiarę, w cokolwiek.

Blef/ The Catch

Hejka w  maju!

Dłuuuugo długo nic, ale znalazłam chwilkę, żeby coś dodać. Swoją drogą zastanawia mnie, czy ktoś to jeszcze czyta :D Anyway…

NOWY SERIAL!!! HEHEHE…(szatański śmiech). Blef zaproponowała mi dobra koleżanka, która zobaczyła reklamę owego serialu w TV (z którego ja nie korzystam). Myślę sobie „no dobra, zobaczymy”. I zobaczyłam.

Serial opowiada historię Alice, która tak naprawdę nie wiem kim jest (nie umiem tego fachowo ładniutko „ubrać w słowa”), ale dla was sprawdzę to na Filmwebie. So wait for a sec…no i dupa, bo w Filmwebie opisu fabuły brak…ale spokojnie, sprawdzę to dla was na Wikipedii…a więc specjalistka zajmująca się wykrywaniem drobnych oszustw, dokładnie to miałam na myśli…W każdym razie serial skupia się zarówno na życiu prywatnym Alice, jak i zawodowym. Jeśli już mowa o tym drugim, to poznajemy również jej pracowników.

Ogólnie chodzi o to, że narzeczony Alice nawiał przed ślubem, ukradł dla niej obraz, a właściwie jego kopię, a tak naprawdę to Benjamin, a’la Michael jest dość poważnym przestępcą i ogólnie sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż się wydaje.

Jeśli o współpracowników chodzi, to mamy całkiem przystojnego Dannego, sympatyczną Sophie, ciemnoskórą psiapsi Alice, czyli Valerie i upierdliwego do granic możliwości agenta FBI, Julesa Dao.

Moja ocena jest następująca: serial dobry,przyjemnie się ogląda, z każdym odcinkiem jest coraz lepiej. Ogółem zagadki zagadki zagadki, ale przeplatane nutką humoru (głównie dzięki Danny’emu i Sophie). Na razie jestem po siedmiu odcinkach, zobaczymy, co będzie dalej :)

„Piosenki: Czego słucham #4″

Hejka w kwietniu!

Trochę mnie nie było, kryzys twórczy. No dobra, brak czasu i chęci na napisanie czegokolwiek.

Dziś też specjalnie twórczo nie będzie, za to mam dla was absolutnie wspaniałą piosenkę w historyczno – patriotycznym klimacie.

Maleo Reggae Rockers & Kasia Kowalska – Wstań i walcz

Panny Wyklęte – Wygnane to projekt Darka Malejonka, genialnego muzyka, wokalisty m.in. Maleo Reggae Rockers. W projekcie wzięło udział wiele wspaniałych polskich wokalistek. Każda piosenka opowiada historię, która odnosi się do II Wojny Światowej.

Myślę, że warto przesłuchać całą płytę, bo jest naprawdę dobra. Pamięć o żołnierzach i pannach wyklętych powinna być dla nas ważna, więc pamiętajmy ;)

W imię dziecka

Hejka w marcu!

Dzisiaj o książce. Książce, którą przeczytałam dzięki Siwej. Tak, dokładnie. Namówiła mnie do kupienia tej właśnie książki, argumentując to przeczuciem, że będzie świetna. Nie myliła się!

Książka Iana McEwana „W imię dziecka” opowiada o sędzi Fionie, która każdego dnia zmaga się z podejmowaniem niesamowicie trudnych decyzji. Teraz ma do rozważenia sprawę niemal 18-letniego chłopca, świadka Jehowy, który choruje na białaczkę. Jedyną drogą do zupełnego wyzdrowienia jest transfuzja krwi, na którą ten się nie zgadza. Z powodów religijnych. I o tym głównie jest ta książka. O wyborach między religią a prawem, między religią a własnym dobrem i własną wolą. Przy okazji Fiona zajmuje się też swoim rozpadającym się małżeństwem.

Jak się kończy? No oczywiście, że wam nie napiszę ;)

Zachęcam do przeczytania, bo jest naprawdę mądra i dobrze napisana, daje do myślenia i może wiele nauczyć. Szczególnie zachęcam tych, którzy przygotowują się do matury z polskiego, może wam się przydać! :D

P.S. Naprawdę dzięki Sylwia za to, że kazałaś mi ją kupić ♥ A jednak po okładce można czasem dobrze ocenić ;P

„Piosenki: Znalezione głęboko w internetach #3″

Hejka w lutym!
Ostatnio jakoś nie mam chęci pisać nic poważniejszego na blogu, może wynika to z braku słońca, może też z nadmiaru zajęć…anyway, mam nadzieję, że wraz z nadejściem wiosny się to zmieni ;)
Teraz mam dla was taką fajną, sympatyczną i przede wszystkim dość wiekową piosenkę….pamięta to ktoś jeszcze? :D
Miłego słuchania!

Billy Joel – We didn’t start the fire

Pozdrawiam ludków, którzy mają jeszcze ferie, zazdro! ;D