Amerykańska dziewczyna

Wpis dość szybko, w baardzo krótkim odstępie czasu od ostatniego. Trzeba to zapisać do jakiejś księgi REKORDÓW PAULI, taaak! Musiałam jednak już, nie mogłam czekać, zdecydowanie nie mogłam czekać. Już wczoraj w nocy miałam 2343894843 pomysłów na tego posta. Do dziś zapamiętałam chyba tylko nieliczne zdania. Zacznijmy więc.

Wczoraj właśnie postanowiłam sobie przypomnieć, dlaczego nienawidzę dramatów…opartych na faktach. Właśnie dlatego. Właśnie dlatego, że nie mogę potem spać w nocy, rozmyślając, co by było gdyby…rozmyślając nad wydarzeniami z filmu.

Przeważnie mam tak, że jeśli oglądam jakiś film (dość dramatyczny), nic wielkiego sobie z niego nie robię. Dopóki nie jest to film oparty na faktach. A tutaj rozmyślałam dość trochę.

O czym jest?

Pewna 34 letnia nauczycielka zaangażowuje się w pomoc swojemu 13 letniemu uczniowi….w lekcjach. Spędzają ze sobą masę czasu. Chłopak zakochuje się w nauczycielce. Wszystko okej, sytuacja w miarę normalna. Ale zakochuje się…z wzajemnością. Jak? Jak dorosła kobieta z czwórką dziecki może zakochać się w 13 letnim…dziekcu? No jak? Tego mój maleńki rozumek nie potrafi niestety pojąć. Co najlepsze, mają ze sobą dziecko!
Nauczycielka trafia do aresztu za gwałt na nieletnim. Matka chłopca zajmuje się dzieciakiem.
Później kobieta na pewnien czas wychodzi na wolność, lecz ma zakaz zbliżania się do chłopaka, z ktorym jednak tworzy kolejne dziecię. To już patologia?
Kobieta trafia za kratki znów, tym razem na dłuższy czas. Bodajże 7,5 roku.

Co ciekawe, po wyjściu kobiety z więzienia, pobrali się razem z chłopakiem i wspólnie wychowują dzieci. Można rzec, że są szczęśliwym małżeństwem…NIESAMOWITE, NAPRAWDĘ!

Historia ta była niemałym skandalem w Ameryce, do dziś zdania na temat czynu nauczycielki są podzielone.

Ta historia jest mocno skrócona, ale polecam szczegółowiej zapoznać się z filmem „Amerykańska dziewczyna”, bo naprawdę warto. Mocny film, przeżycia meega!

I polecam oczywiście zapoznanie się z życiorysem postaci (Mary Kay Letourneau & Vili Fualaau)

4 Komentarze

  1. No nieźle. I ja o tym nie słyszałam?
    Jak dla mnie ciężki temat do przetrawienia. Niby znamy potęgę miłości, ale żeby aż tak dać się jej ponieść. No jak dla mnie normalne to nie jest no… ale jak kto woli :D Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.