*notka specjalna?* Szkolnie, czyli rodzaje nauczycieli w szkołach

Hejka w październiku!

Jako że szkoła pochłania teraz większość mojego czasu wolnego (każdego czasu), bo pozostały czas jest na odrabianie lekcji i spanie, ewentualnie jedzenie i mycie, to kompletnie nie mam czasu pisać. Także dzisiaj coś w związku ze szkołą, coś na wzór notki specjalnej, czyli niezwiązanej z tematyką bloga. Chciałam trochę w formie felietonu, ale pewnie nie wyjszło XD

Anyway… Miłego czytania :D

W każdej, absolutnie każdej szkole są określone typy nauczycieli. Czasem mam wrażenie, że każdy, kto chce zostać nauczycielem,wybiera sobie jakiś określony typ z pewnej puli typów i po prostu czyta instrukcję w stylu „Jak być belfrem”. No powiedzcie, że nie?

Podczas mojej jakże długiej do tej pory edukacji (ale to i tak pierwiastek ze tryliona do potęgi pięćsetnej w okresie lat mojej edukacji, więc nie przerażajmy się…) zauważyłam, że każda szkoła posiada w swej ofercie:

-CHAMA, ALE JEDNAK NIE czyli nauczyciela, który jest dla ciebie chamski, ale w dobrej wierze, żebyś sobie nie myślał, tudzież nie myślała. Nauczyciel taki potrafi cię zgasić tak inteligentnie, że nawet nie poczujesz się zgaszony. To kwestia twojej głupoty? Braku wyczucia sarkazmu? ALEŻ SKĄD! To po prostu jego wrodzona inteligencja ponadprzeciętna. Także nie łam się! I ty kiedyś go zgasisz! (jak on zostanie głuchoniemy, a ty powtórzysz mu jego własne teksty z przeszłości)

-WSZECHWIEDZĄCEGO, BO PRZECIEŻ NAUCZYCIEL niestety czasem nauczyciel nie uwzględnia w ogóle opcji, że jest człowiekiem. Wydaje mu się , że na studiach posiadł moce nadprzyrodzone wraz z dyplomem i teraz może nimi władać do woli. Czym to się objawia? Otóż taki nauczyciel jest ABSOLUTNIE NIEOMYLNY i zawsze ma rację, a nawet jak nie ma, to i tak patrz punkt pierwszy. To jest szalenie irytujące, bo czasem chcesz zwrócić uwagę, że może jednak wkradła się pomyłka, i wcale nie masz na myśli jego głupoty, tylko po prostu nauczyciel też człowiek (podobno!) i pomyłki mu się zdarzają… no nie przetłumaczysz i koniec!

-MYŚLĘ, WIĘC JESTEM czyli typka (albo typkę w przypadku mojego byłego gimnazjum) który …no… jest uduchowiony… BARDZO . Kiedy mówi, wali takimi frazesami, ze nawet ze słownikiem (każdym możliwym dostępnym) nie jesteś w stanie odgadnąć NACOBEZU (co autor miał na myśli, wersja nowsza). Myśli, że jest jakiś ponadprzeciętnie inteligentny (kolejny, ot co!) i uważa też, że jak będziemy wszyscy posługiwali się idiomamy i metaforami w codziennym życiu, to będziemy superekstracoolfajni. Nie, nie będziemy.

-PRZEPRASZAM, ŻE ŻYJĘ – „Pszzzepraszam , ze zapomniałam o (tu odmawia litanie wymieniając o czym zapomniała i przy okazji, dlaczego o tym zapomniała ) ale naprawdę musiałam (tu wymienia, co musiała, bo jest mi to oczywiście bardzo potrzebne, by sporządzić raport środowiskowy dotyczący jej życia prywatnego, tudzież jakiegokolwiek życia) i to zajęło tyle czasu (no co ty?!). Słowem, przeprasza uczniów za to, że się spóźniła i z tego powodu zrobili mniej zadań na lekcji, ale w sumie nie zada tego do domu, bo nie zrobione z jej winy. Czy jest coś bardziej bez sensu?

-NO ALE O CO CHODZI? – Nigdy nie wie o żadnych ważnych sprawach, o wydarzeniach szkolnych, nie wie, co się wkoło dzieje. Brakuje jej organizacji i siły przebicia. Nie radzi sobie ze swoim zawodem. Chyba najbardziej irytujący typ. Ktoś nie kojarzy? Szczęściarz.

-CHCIAŁABYM BYĆ JĘDZĄ, ALE ONI MNIE LUBIĄ – Hahaha klasyczny przypadek, przynajmniej w moich szkołach dotychczasowych. Dlaczego dość spora grupa osob lubi JĘDZE? Bo są fajne! Tylko czasem o tym nie wiedzą… Widać, że mają powołanie, że nie uczą za karę i starają się zrobić wszystko, żeby przekazać całej szkolnej hołocie, ze jednak do czegoś się nadają! Propsy za to dla wszystkich JĘDZ!

ŚMIESZKI – Nikt nigdy nie opowie ci tyle dowcipów (czytaj: sucharów) co taki śmieszek tudzież śmieszka na swojej lekcji. Czasem bawisz się lepiej niż na domówce ze znajomymi. No bywa  Takich nauczycieli potrzeba bardzo, żeby nie wpaść w rutynę, depresję, nie zanudzić się! ŚMIESZKI, uwielbiam was!

ZRZĘDY I WARIATKI – Klasyka edukacji, można by rzec. Zaraz pożałujesz, że się urodziłeś, bo mąż właśnie mnie zdradził. Albo nie zdradził, ale ja tak sądzę. Ale i tak pożałujesz , że się urodziłeś. Bo tak. Albo Cię spytam? Tak, spytam Cię. Ale tak, żebyś nie umiał, będzie zabawnie. Zgłaszasz nieprzygotowanie? To ja tu się produkuję, żeby wam wszystko na lekcje przygotować, a ty zgłaszasz nieprzygotowanie? Wcale nie obchodzi mnie, że masz takie prawo raz w półroczu (bo bardziej ograniczyć się nie dało) bez podawania przyczyny. Masz mi podać przyczynę, bo inaczej Cię spytam. I TAK CIĘ SPYTAM FRAJERZE!

To tak z grubsza, jest ich więcej, ale te są najbardziej charakterystyczne :D
W ramach ciekawostki może dodam, że moja ulubiona nauczycielka jest po trochu „myślę, więc jestem”, „przepraszam, że żyję”, „chciałabym być jędzą, ale oni mnie lubią” „śmieszką” oraz „zrzędą i wariatką”.;)